Wietrzejsze

Wietrzysz się wietrze na półpiętrze?

Bo czekam, stoję na balkonie

w ukłonie sobie płonę i śmiechem gołębie przepędzam

Ruszysz się wietrze?

Bo mi zimno, wiesz, temperatury już niższe

I gołębi już coraz więcej

Wietrzysz się wietrze?

Bo jak masz tak dalej na półpiętrze się wietrzyć

to ja wejdę do środka,

a ty wietrze jak już się wywietrzysz

i przeskoczysz o piętro to zapukaj.

Dobrze wietrze?

Tymczasem wietrz się wietrze.

Ludzie nie znikają

Każdy oddech może być ostatnim.

Podnosząca się i opadająca klatka piersiowa może się w końcu

zatrzymać.

Jeden mały uśmiech może być ostatnim.

Kąciki ust mogą w pewnym momencie, w trakcie

zastygnąć.

Pójdziesz spać i przegapisz.

Pójdziesz żyć i przegapisz.

Będziesz patrzeć i przegapisz.

 

 

Jak w tytule.

Bo ludzie umierają.

Nie, że przestają istnieć. Są martwi.

Wypłata

W przeddzień wypłaty sklejam rachunki

w jeden sznureczek

kilka pętelek na nim jeszcze założę i pójdę na pocztę

na poczcie najbezpieczniej

każdy to wie

Nawet stare mohery

Nie wiem po co mi te wypłaty

lepiej było na bezrobociu

i życie z dnia na dzień

ot tak – bezstresowo

to jest stresowo

ale lepiej

a może gorzej?

albo najlepiej!

jednak najgorzej.

a może w ogóle.

a teraz głupie przywiązanie do matki boskiej zielnej.

Skarpetki

Miłość jest wtedy, kiedy ściągasz przy kimś skarpetki

I to nie jest żart!

Naprawdę, nie oszukuję!

 

Siadaj, dam ci poduszkę, ugryzę w szyję,

przygotuję obiad, wstawię pranie,

pozmywam.

 

Ukręciłabym sobie sznurek

z papierków po lizakach.

Patrzyłabym jak płonie mi na dłoniach,

pozwoliłabym sobie na to, a co!

 

 

Później zmyję makijaż, położę się obok ciebie

i zdejmę skarpetki.

Pogryzły mnie myszy

wczoraj kiedy zahaczałam o niebyty

ja tam jestem grzeczna i się nie odgryzłam

myszom

ale za to zabrałam je wszystkie

i trzymam zakładników

pod poduszką

Jak cała mysia horda przyjdzie negocjować

to powiem, że nie bo nie.

Też chcę coś mieć.

Dobra, niech będzie

Oddam jedną

góra dwie

 

trzecią wypuszczę

jutro

Miliony milionów

Łyżki, widelce, blender.
Poszłam do łazienki.
Rower sobie w kątach dwóch.
Dwa tiszerty.
Komoda, biórko.
Trzy z dwóch.
Kropkuję,

I te wszystkie myśli, zapachy, strumienie myśli.
Nieprawdopodobne,

Pierdolić. Się.
Ene due, rike.

 

Nie mam, nie posiadam, nie chcę.

Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy?

Polewajcie mi bracia i siostry!

Polewajcie mi kolorów do plastikowych kieliszków!

Jak mi polejecie, to obiecuję najgrzeczniejszą z grzeszności

i najpodlejszą też.

I odwagi nabiorę.

Obiecuję.

Będę wrzeszczeć jak jeszcze nigdy wcześniej.

Będę czuć otulający mnie kawałek ściany

Obiecuję.

Będę skakać bardzo wysoko.

Będę strzyc sobie włosy własnoręcznie.

Obiecuję.

 

A jak mi nie polejecie kolorów do plastiku?

To zostanę sobie po prostu w środku.

W moim małym pokoiku bez okien,

otulona kaftanikami.

Srrrrrruuuuu i uleciały

Fajerwerki za oknem,

a mnie marność nuży

Tak słodko byłby na nie patrzeć,

a jednocześnie opuścić.

Myśli się gonią,

uczucia emocje przeganiają,

chciałabym tylko mojego życia,

które odeszło wraz z nadejściem krasnala.

Czuję bytość.

A jednocześnie taką nicość pustą.

Widzę twoje ręce,

widzę tęsknotę odwzajemnioną,

a jednocześnie jej nie ma.

I jeszcze poradzić nic nie mogę.

Zamknę się więc dla świętego spokoju.

Zamknę wszystkie otwarte okna

i wyjadę na ryby,

pod namiot

Żeby się dogadać.

Dialog

- wyżera mnie, wiesz?
- kiedyś też wyżerało i co? Żyjesz przecież.
- w cierpieniu.
- jakim?
- okrutnym.
- przecież jesteś, nie?
- no czasami niby jestem, ale czasami z tobą gadam
- to nie gadaj. Skup się.
- na cierpieniu?
- a weź, spierdalaj.
- dobra, dobra, po co te nerwy.
- no, to się ogarnij.
- a co? Nie ogarniam?
- właśnie ogarniasz. Tak trzymać.

Pamiętam

Ciepłe w słowa poranki
i mroźne wieczory
Pamiętam i nie wiem kto jest na filmie
Nie znam, nie określam
Nie ma we mnie wewnętrznej zgody
I chociaż świat cały płonie
i dusza z pokorą upada
nie będę kręcić
będę się wiercić
Tyle we mnie, ni z tego ni z owego
ale we mnie
bo przecież kręciłam te filmy
dojrzewałam z nimi
wygrywałam codziennie
i ubolewam,
że nie byłam tak fantastatyczna żebyś i Ty coś ugrała.