Bez kategorii

Schodzenie

Wchodzenie jest wymierne.

Np. dzisiaj wymierzyłam długość ciała

Na sześć schodów.

Na minus dwa zęby,

na jedno kolano

i plus guz.

Nie wstawałam przecież od razu.

Musiałam to wszystko przeliczyć.

Wynik jest.

  • Tęsknota
  •  upór
  • bezpłodność

Gdzie jesteś?

Szukałam już wszędzie!

Między stronami komiksów

w łóżku

w słuchawkach

w trampkach i szpilkach

szukałam na wsi i w mieście

w tysiącletniej niepodległości

Była przecież!

Pisałam ją z ludźmi!

Sama nie.

Z kimsiami.

W różnych miejscach

i była taka dobra!

Jestem zbyt leniwa, zbyt bezpańska na pisanie nowej.

A jak już, to przecież zawsze może być gorsza!

Nie chcę gorszej.

Wietrzejsze

Wietrzysz się wietrze na półpiętrze?

Bo czekam, stoję na balkonie

w ukłonie sobie płonę i śmiechem gołębie przepędzam

Ruszysz się wietrze?

Bo mi zimno, wiesz, temperatury już niższe

I gołębi już coraz więcej

Wietrzysz się wietrze?

Bo jak masz tak dalej na półpiętrze się wietrzyć

to ja wejdę do środka,

a ty wietrze jak już się wywietrzysz

i przeskoczysz o piętro to zapukaj.

Dobrze wietrze?

Tymczasem wietrz się wietrze.

Ludzie nie znikają

Każdy oddech może być ostatnim.

Podnosząca się i opadająca klatka piersiowa może się w końcu

zatrzymać.

Jeden mały uśmiech może być ostatnim.

Kąciki ust mogą w pewnym momencie, w trakcie

zastygnąć.

Pójdziesz spać i przegapisz.

Pójdziesz żyć i przegapisz.

Będziesz patrzeć i przegapisz.

 

 

Jak w tytule.

Bo ludzie umierają.

Nie, że przestają istnieć. Są martwi.

Wypłata

W przeddzień wypłaty sklejam rachunki

w jeden sznureczek

kilka pętelek na nim jeszcze założę i pójdę na pocztę

na poczcie najbezpieczniej

każdy to wie

Nawet stare mohery

Nie wiem po co mi te wypłaty

lepiej było na bezrobociu

i życie z dnia na dzień

ot tak – bezstresowo

to jest stresowo

ale lepiej

a może gorzej?

albo najlepiej!

jednak najgorzej.

a może w ogóle.

a teraz głupie przywiązanie do matki boskiej zielnej.

Skarpetki

Miłość jest wtedy, kiedy ściągasz przy kimś skarpetki

I to nie jest żart!

Naprawdę, nie oszukuję!

 

Siadaj, dam ci poduszkę, ugryzę w szyję,

przygotuję obiad, wstawię pranie,

pozmywam.

 

Ukręciłabym sobie sznurek

z papierków po lizakach.

Patrzyłabym jak płonie mi na dłoniach,

pozwoliłabym sobie na to, a co!

 

 

Później zmyję makijaż, położę się obok ciebie

i zdejmę skarpetki.

Pogryzły mnie myszy

wczoraj kiedy zahaczałam o niebyty

ja tam jestem grzeczna i się nie odgryzłam

myszom

ale za to zabrałam je wszystkie

i trzymam zakładników

pod poduszką

Jak cała mysia horda przyjdzie negocjować

to powiem, że nie bo nie.

Też chcę coś mieć.

Dobra, niech będzie

Oddam jedną

góra dwie

 

trzecią wypuszczę

jutro

Miliony milionów

Łyżki, widelce, blender.
Poszłam do łazienki.
Rower sobie w kątach dwóch.
Dwa tiszerty.
Komoda, biórko.
Trzy z dwóch.
Kropkuję,

I te wszystkie myśli, zapachy, strumienie myśli.
Nieprawdopodobne,

Pierdolić. Się.
Ene due, rike.

 

Nie mam, nie posiadam, nie chcę.

Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy?

Polewajcie mi bracia i siostry!

Polewajcie mi kolorów do plastikowych kieliszków!

Jak mi polejecie, to obiecuję najgrzeczniejszą z grzeszności

i najpodlejszą też.

I odwagi nabiorę.

Obiecuję.

Będę wrzeszczeć jak jeszcze nigdy wcześniej.

Będę czuć otulający mnie kawałek ściany

Obiecuję.

Będę skakać bardzo wysoko.

Będę strzyc sobie włosy własnoręcznie.

Obiecuję.

 

A jak mi nie polejecie kolorów do plastiku?

To zostanę sobie po prostu w środku.

W moim małym pokoiku bez okien,

otulona kaftanikami.