Potrzebieństwa

Potrzebieństwa są niezwykle najniepotrzebieństwowe.

Pogódźmy się z tym – nieuniknione nieunikniewieństwa.

Tak,

zasiane pole ryżowe i smażone pochlebieństwa.

O. Tak!

Rozłóż.

ojoj

Moja mała myszko

nie cierp

oj nie cierp

złapię cię za ogonek i przybije do drzwi

i każdy będzie mógł w ciebie pukać

przechodząc przez drzwi podziwiać

na na na na na na

moja mała myszko

chodź bliżej chodź

chcę widzieć dwa twoje ogonki

i gwóźdź pośrodku

na na na na na na

moja mała myszko

biegnij biegnij…

kotwiczyzna

Rozwinę metaforę obcesów.

Nosiłam je od jakiegoś czasu

i tak w nich właśnie podtrzymywałam atlasową spuściznę

(w osobistym wydaniu)

ale obcasy nie wytrzymały.

Jebły, się złamały

A mi nigdy nie dojdzie tych dwadzieścia

wymarzonych centymetrów

Może powinnam raczej rzucić kamieniem

w te wszystkie pieprzone, nienazwane barwy

Może powinnam raczej też je w końcu nazwać

i poczekać na reakcję pustych kartek.

Cofnąć się do…

do gdzie?

Nazwanie punktu jest zwrotnikiem.

nie zakołuję

i nie usiądę

Nie, ja nie stoję całą sobą,

tylko tak połowicznie, albo i mnie, ale nie do końca.

Z tego co wiemy, te słowa, których nikt za nas nie wypowie

Kiedy Ziemia raczy się zakręcić

u stóp Twoich – puchu marny (bo Tyś kobietą)

to wówczas ( w ten (ów) czas)

jesteś jedynie półśrodkiem

między tym co galaktyczne

a zakotwiczone

w głębi Twojego „nie musisz”

I spojrzysz w jej oczy z czekaniem

i niespełnieniem

w krainie tego,

czego chcieć Ci nie wolno

Refleksja nad szybą

Rzuciłam tyle kolorowej farby,

tyle ciepłych i jasnych kolorów,

jest ciemny.

Rozwinęłam metaforę.

Przemalowałam ją.

Na tą kupę nieszczęścia

rzucę znów coś ciepłego

ale wyschło…

Tak, może nie powinnam się starać kolorować.

A może to tylko kwestia szyby

i beztalencia.

Na moim na moim na moim

Na dywanie trzy kubki kawy

gorąca, parzona, w zielonym kubku.

Na dywanie cztery buty

nie do pary

pić, zakładać czy uciekać.

odwlekam, odwlekam, odwlekam.

Cierpliwość podróżnika

Zbyt cierpliwie idę

Czuję przecież jak mnie popychają, depczą,

patrzą pogardliwie.

Idę

Idę i zasłaniam myśli łzami,

które nie istnieją nigdzie,

poza nieumysłami.

Zatrzymuje się i rozglądam.

Znajome twarze gdzieś się przewijają,

ale ja bez okularów…

A oni milczą.

A może to ja nie słyszę?

Idę. Biegnę. Stoję.

Idę. Biegnę. Stoję.

Idę. Biegnę. Stoję.

Błogosławieni więźniowie wolności

Styropianowy beton na nogach

kajdanki (z różowym futerkiem) na rękach

Przezroczysta przepaska na oczach

zakneblowana niemowa

Idąc i stojąc

Robiąc i leniuchując

Wyciera kurz z książek tych, co to „przeczytam później”

Tak wygląda wolność.

Bądź miłościw

Pozwoliłam sobie na okrycie

ulubioną, mroczną,

słoneczną kojuderką

Boże bądź miłościw mnie grzesznej!

 

Zebrałyśmy się wszystkie moje ja

I stanęłyśmy między chabrami

w ogrodach Tantalosa

Boże bądź miłościw mnie grzesznej!

 

Daj się uśmiechnąć pod nosem

Tyle z tych wszystkich reszt

i japół

Boże bądź…

 

Postanowienie poprawy?

Żal za grzechy?

Prośba o pokutę i rozgrzeszenie?

 

A może jednak słoneczna kojuderka.