Z tego co wiemy, te słowa, których nikt za nas nie wypowie

Kiedy Ziemia raczy się zakręcić

u stóp Twoich – puchu marny (bo Tyś kobietą)

to wówczas ( w ten (ów) czas)

jesteś jedynie półśrodkiem

między tym co galaktyczne

a zakotwiczone

w głębi Twojego „nie musisz”

I spojrzysz w jej oczy z czekaniem

i niespełnieniem

w krainie tego,

czego chcieć Ci nie wolno

Refleksja nad szybą

Rzuciłam tyle kolorowej farby,

tyle ciepłych i jasnych kolorów,

jest ciemny.

Rozwinęłam metaforę.

Przemalowałam ją.

Na tą kupę nieszczęścia

rzucę znów coś ciepłego

ale wyschło…

Tak, może nie powinnam się starać kolorować.

A może to tylko kwestia szyby

i beztalencia.

Na moim na moim na moim

Na dywanie trzy kubki kawy

gorąca, parzona, w zielonym kubku.

Na dywanie cztery buty

nie do pary

pić, zakładać czy uciekać.

odwlekam, odwlekam, odwlekam.

Cierpliwość podróżnika

Zbyt cierpliwie idę

Czuję przecież jak mnie popychają, depczą,

patrzą pogardliwie.

Idę

Idę i zasłaniam myśli łzami,

które nie istnieją nigdzie,

poza nieumysłami.

Zatrzymuje się i rozglądam.

Znajome twarze gdzieś się przewijają,

ale ja bez okularów…

A oni milczą.

A może to ja nie słyszę?

Idę. Biegnę. Stoję.

Idę. Biegnę. Stoję.

Idę. Biegnę. Stoję.

Błogosławieni więźniowie wolności

Styropianowy beton na nogach

kajdanki (z różowym futerkiem) na rękach

Przezroczysta przepaska na oczach

zakneblowana niemowa

Idąc i stojąc

Robiąc i leniuchując

Wyciera kurz z książek tych, co to „przeczytam później”

Tak wygląda wolność.

Bądź miłościw

Pozwoliłam sobie na okrycie

ulubioną, mroczną,

słoneczną kojuderką

Boże bądź miłościw mnie grzesznej!

 

Zebrałyśmy się wszystkie moje ja

I stanęłyśmy między chabrami

w ogrodach Tantalosa

Boże bądź miłościw mnie grzesznej!

 

Daj się uśmiechnąć pod nosem

Tyle z tych wszystkich reszt

i japół

Boże bądź…

 

Postanowienie poprawy?

Żal za grzechy?

Prośba o pokutę i rozgrzeszenie?

 

A może jednak słoneczna kojuderka.

jakieś głupie małe myszy

dziubią se ser.

jakiś głupi paskudny pająk

tka se sieć

a ja patrzę na lampę

wstaję

zakładam czapkę

i idę

se.

Niezrobienie

Nad przepaścią

W śmiertelnej wyliczance

stoją

Pierwsze skaczą plany

dalej próżne marzenia

później cele

I tylko cuda stoją dumnie

Do rozpuku śmiejąc się z nierozsądku

krytykanta

Tak sobie przenikało…

I dźwięk ten wtedy właśnie  przyszedł…

Poprzez strefę intymną

Przez skórę

Przez tkanki

Przez kości

I dalej

Dalej tam, gdzie cała reszta się burzy

Bo i tańczy

No!

Salsę tańczy…

O dziwo!

A później dźwięk mi zabrano

Czułam jak mi go wyrywają

Kawałek po kawałku…

Od dalej

Przez kości

Przez tkanki

Przez skórę

Została dziura

Ha!

Trzymaj rękę dalej

i pierdol zaszywanie…

taka Pani

To taka śliczna Pani

a zimna jak

prosto z pieca bułeczka

i ja się tak zastanawiam

którymi to drzwiami wchodzić

w ten szał

spapranych marzeń

nie dogonię

ale musztarda najprawdopodoniej

niektUrym niedowierza.