Umieradło

Jedna z nas dalej

dogląda

i wygląda

i czeka

treści

druga z nas

buntuje się

piórka stroszy

nic nie słyszy

i ta druga bez dokarmiania

gnije

jej skóra

tkanki

i organy

aż po serce

nie funkcjonują

a ta pierwsza…

to tylko z utęsknieniem czeka

na kolejne

cięte rany

na skórze

tkance

organie

w tym sercu(?)

i pomylone one dwie

w jedną zlewaną

pusty kielich

 

pełen słodkości zebranych z krain nicości

most nad mostem czyli z M. zrezygnowanych

Most nad mostem

a pod mostem

nic

tylko trochę lawy

ale komu patrzeć?

Marzyć i płynąć po jej pustyni

burzany rozwiewać

przykryć się jej płaszczem

i zdychać

w najcieplejszym kącie

Cud nie nastąpił

replay

nic więcej

było jest i będzie

nic tylko rozerwać liny

i nurzać się w law bezkresie

W końcu!

My rozleniwieni

zacietrzewieni

patrzymy na skręty

z naszych ciał

to wszystko co leży

wstawać nie będzie

gdy wszyscy radzi

pójdziemy w dal

i później wrócimy

i wstecz znów będziemy patrzeć

tam gdzie nasz kraj

nieznanych wód

z tych co przeminą

radość wessiemy

ten czas wspaniały czas

Tsicho

Zamroczony widzę dół

pod rozmokłą łąką

i padło

niepotrzebna potrzeba

chaos harmider i strach

płonącej potrzebie

z uszami i czasownikami

klęczące na stojąco

wcale nie błagają

to tylko prośba

najgłupsza o błahostkę

dziąsła mi krwawią

wodą z pianą

spokojni w śnie

Niach

Kawał flaka trzymasz w dłoniach

Niach…

Podsuwasz do ust

i gryziesz solidny kęs

a krew spływa ci bujnie po brodzie

niach…

Nie wyglądasz jakby ci smakowało…

I nie taka była umowa, nie?

Niach…

udław się

Moje małe

żeby „muszę”

było „chcę”

trzeba by było długą drogę przejść

a kiedy tak wieje

prosto w twarz

gdy ciągle coś z rąk ci wywiewa

i musisz zawracać

nie możesz iść

odechciewa się

wolisz usiąść i czekać

czekać aż przestanie wiać

ale to pętla czasu

tu nigdy wiać nie przestaje

bo i jak może

kiedy to właśnie ty

trzymasz w ręku całą

głupią maszynę

maszynę wiatrorobną

Serca pęd szalony, och i ach

ten przyspieszony serca pęd

kiedy nie myślę

I ten spowolniony serca pęd

kiedy myślę

To kołatanie

strzelaniem do kaczek

z nieprzeładowanej broni

to całe to

to tylko kolejny stopień

na schodach i przerwa

coby serca pęd szalony uspokoić

coby nie biegało jak szalone

i to tylko bez powodu

Wilki

Spłoszone wilki

uciekają

między cieśninami ogniw

toczą się basiory

krwią zamroczone

zawracają

czują

węszą zwierzynę

w kole zasiadłszy do kolacji

najpierw zęby swe

o marmur przypiłują

zanim zatopią

 

Wilki po kęsie wziąwszy

zostawiają resztę

niedojedzoną

byleby się źle trawiło

a to co z ofiary zostało

niechaj się rozkłada

tyle że w szybszym tempie

Ejże!

Ty pryyy szalona…

nie skręcaj karków

pluszowym misiom

idź do lasu

między trzecim a czwartym rządkiem

gdzie pies leży pogrzebany

rozkop ziemię i się przyglądaj

jak robale pełzają

jak truchło gnije

przygodo!

jaki to smród!

Ale tylko między trzecim a czwartym rządkiem

gdzie pies leży pogrzebamy

nieopodal

Już prawie o tym nie myśle

już prawie też tamtego nie robię

tylko niecierpliwymi paluszki

zaglądam

chowam się

znów zaglądam

moja mała puszka

pełna niemyśleń i nierobień

moja mała słodka puszka

z dziurawym dnem

na poduszce snów