jakieś głupie małe myszy

dziubią se ser.

jakiś głupi paskudny pająk

tka se sieć

a ja patrzę na lampę

wstaję

zakładam czapkę

i idę

se.

Niezrobienie

Nad przepaścią

W śmiertelnej wyliczance

stoją

Pierwsze skaczą plany

dalej próżne marzenia

później cele

I tylko cuda stoją dumnie

Do rozpuku śmiejąc się z nierozsądku

krytykanta

Tak sobie przenikało…

I dźwięk ten wtedy właśnie  przyszedł…

Poprzez strefę intymną

Przez skórę

Przez tkanki

Przez kości

I dalej

Dalej tam, gdzie cała reszta się burzy

Bo i tańczy

No!

Salsę tańczy…

O dziwo!

A później dźwięk mi zabrano

Czułam jak mi go wyrywają

Kawałek po kawałku…

Od dalej

Przez kości

Przez tkanki

Przez skórę

Została dziura

Ha!

Trzymaj rękę dalej

i pierdol zaszywanie…

taka Pani

To taka śliczna Pani

a zimna jak

prosto z pieca bułeczka

i ja się tak zastanawiam

którymi to drzwiami wchodzić

w ten szał

spapranych marzeń

nie dogonię

ale musztarda najprawdopodoniej

niektUrym niedowierza.

Umieradło

Jedna z nas dalej

dogląda

i wygląda

i czeka

treści

druga z nas

buntuje się

piórka stroszy

nic nie słyszy

i ta druga bez dokarmiania

gnije

jej skóra

tkanki

i organy

aż po serce

nie funkcjonują

a ta pierwsza…

to tylko z utęsknieniem czeka

na kolejne

cięte rany

na skórze

tkance

organie

w tym sercu(?)

i pomylone one dwie

w jedną zlewaną

pusty kielich

 

pełen słodkości zebranych z krain nicości

most nad mostem czyli z M. zrezygnowanych

Most nad mostem

a pod mostem

nic

tylko trochę lawy

ale komu patrzeć?

Marzyć i płynąć po jej pustyni

burzany rozwiewać

przykryć się jej płaszczem

i zdychać

w najcieplejszym kącie

Cud nie nastąpił

replay

nic więcej

było jest i będzie

nic tylko rozerwać liny

i nurzać się w law bezkresie

W końcu!

My rozleniwieni

zacietrzewieni

patrzymy na skręty

z naszych ciał

to wszystko co leży

wstawać nie będzie

gdy wszyscy radzi

pójdziemy w dal

i później wrócimy

i wstecz znów będziemy patrzeć

tam gdzie nasz kraj

nieznanych wód

z tych co przeminą

radość wessiemy

ten czas wspaniały czas

Tsicho

Zamroczony widzę dół

pod rozmokłą łąką

i padło

niepotrzebna potrzeba

chaos harmider i strach

płonącej potrzebie

z uszami i czasownikami

klęczące na stojąco

wcale nie błagają

to tylko prośba

najgłupsza o błahostkę

dziąsła mi krwawią

wodą z pianą

spokojni w śnie

Niach

Kawał flaka trzymasz w dłoniach

Niach…

Podsuwasz do ust

i gryziesz solidny kęs

a krew spływa ci bujnie po brodzie

niach…

Nie wyglądasz jakby ci smakowało…

I nie taka była umowa, nie?

Niach…

udław się

Moje małe

żeby „muszę”

było „chcę”

trzeba by było długą drogę przejść

a kiedy tak wieje

prosto w twarz

gdy ciągle coś z rąk ci wywiewa

i musisz zawracać

nie możesz iść

odechciewa się

wolisz usiąść i czekać

czekać aż przestanie wiać

ale to pętla czasu

tu nigdy wiać nie przestaje

bo i jak może

kiedy to właśnie ty

trzymasz w ręku całą

głupią maszynę

maszynę wiatrorobną