bez

Ja klnę

przeklinam,

zaklinam,

nieważne

ja czuję że nie czuję

ja myślę, że jestem bezmózg

i nie chwytam,

nie dopieszczam

ja kajam się

i wnikam

głębiej

by poczuć warstwę

która mi umykam

choć sama ją wypraszam

i myślom pędzącym

nierównym rytmem

mówię nie

gdy wchodzą w głębię

nie chcę ich

w sumie żadnych

w krainie mych urojeń

Przesada nie?

Zdzieram już ostatnią warstwę

i uderza mnie odór tkanek

fetor przegniłych wnętrzności

tak prościej

kiedy nie ma już nic

a tylko kłęby pary ponad truchłem

Rozbierz mnie i oceń

czy pod koszulą w kratę i bojówkami

jest skóra

albo ciało

cokolwiek co ludzkie

Jeszcze więcej ognia?

Pieprznę o ścianę

głupia zapalniczka

niby wszystko w porządku

bo przecież widać

że wszystko ma na miejscu

i płomień daje

ale cholerstwo utrzymuje tylko przez chwilę

zbyt krótką żeby papierosa odpalić

no raczej nie mam aż tak słabego refleksu

najnormalniej sekundę ogień się trzyma…

co z nią nie tak?!

no pytam się ja!

Kominek

za szybą huczy

rozszalały ogień

w nim topnieją

otwarte już pudła

i zapisane już kartki

pozostałości twojego ja

w śmietniku

nieodratowalne

ale dobrze że za szybą

brudną i osmoloną

Lodówka

Sięgam do lodówki

Prócz światła

I pingwinów z kamykami w dziobach

Jest jajek sztuk trzy

Wszystkie zepsute

Ubaw po pachy

Jest kefir

zzieleniały

Porozmawiamy zanim wyjdzie

I konserwy!

Moje kochane puszeczki

Ze śmierdzącymi rybami

tych właśnie nie tknę

Bóg jeden wie czego ryba

mówić nie chce

6.40

Już od jakiegoś czasu
niezmiennie nienawidzę Cię
ale tylko o 6.40 rano
kiedy mój budzik nie dzwoni
Później jeszcze przez chwilę
wtedy kiedy wędruję do wodopoju
odpalam pierwszego papierosa
wracam do łóżka
półprzytomna
i już nie muszę się martwić uczuciami
żadnymi
znów zasnę
i później spowrotem
mogę Cię
-bezdech-
wróce do łóżka
jeśli pozwolisz
no bo właśnie
już nie wiem
matematycznie zrobię sobie
średnią arytmetyczną
wyjdzie idealnie

Płytkie.

Nic

Usunęłabym wszystko co z Tobą związane, wszystko poszłoby w kosz.

sturlać się/skulać się

 

I właśnie dziś

Dziś przyszedł ten dzień

Dzień w którym boli

Boli zbyt mocno

Mocno pali

Pali po krtań

Krtani zaciśniętej

Zaciśniętej i zwiniętej

Zwiniętej i opuchniętej

Opuchniętej i głuchej

Głuchej w nocy otwartej

Otwartej i obdartej z resztek godności

Godności w intencji której kolejną modlitwę złoże

Złoże ją do Ciebie

Ciebie która to ją po raz kolejny zawłaszczy

Zawłaszczy i wypluje

Wypluje jak własną

Własną